
Nadmierna samowystarczalność ma swoją cenę
Są osoby, o których trudno byłoby powiedzieć, że „sobie nie radzą”. Pracują, odpowiadają na wiadomości, zajmują się domem, podejmują decyzje, realizują obowiązki. Z zewnątrz ich życie może wyglądać całkiem stabilnie.
A jednak wewnętrznie coraz częściej pojawia się poczucie, że życie bardziej się wykonuje, niż przeżywa.
Nie musi być silnego lęku. Nie musi być płaczu ani wyraźnego kryzysu. Czasami jest przede wszystkim zmęczenie, zobojętnienie, trudność w odczuwaniu przyjemności, odkładanie rzeczy wymagających emocjonalnego zaangażowania i potrzeba, żeby po prostu „nikt już niczego ode mnie nie chciał”.
W popularnym języku psychologicznym taki stan bywa określany jako functional freeze – funkcjonalne zamrożenie. Nie jest to osobna diagnoza psychologiczna czy psychiatryczna. Określenie to może jednak dobrze opisywać doświadczenie osób, które zachowują zdolność do wykonywania wielu codziennych zadań, a jednocześnie czują się wewnętrznie odłączone, przeciążone lub pozostające w ciągłym trybie przetrwania.
Organizm nie reaguje na przeciążenie wyłącznie lękiem
W sytuacji zagrożenia czy długotrwałego stresu organizm uruchamia mechanizmy, których podstawowym zadaniem jest ochrona.
Najbardziej znane są reakcje walki i ucieczki. Człowiek może wtedy doświadczać napięcia, niepokoju, pobudzenia, drażliwości czy potrzeby działania.
Ale repertuar reakcji obronnych jest szerszy. W określonych warunkach może pojawiać się również zahamowanie, znieruchomienie, wycofanie czy ograniczenie kontaktu z własnymi emocjami.
Co ważne, nie zawsze wygląda to spektakularnie.
Człowiek może nadal funkcjonować.
Może wstać rano.
Pójść do pracy.
Zrobić zakupy.
Zająć się dziećmi.
Odpisać: „wszystko dobrze”.
A jednocześnie stopniowo tracić kontakt z tym, czego potrzebuje, czego chce i co właściwie czuje.
„Przecież wszystko robię. Dlaczego więc czuję się tak źle?”
To właśnie bywa najbardziej dezorientujące.
Jeżeli kryzys kojarzymy wyłącznie z niemożnością funkcjonowania, łatwo przeoczyć cierpienie osoby, która funkcjonuje bardzo dobrze – czasem wręcz za dobrze.
Wypełnianie obowiązków może stać się sposobem organizowania rzeczywistości i utrzymywania poczucia kontroli. Kolejne zadania są wykonywane niemal automatycznie, podczas gdy spontaniczność, odpoczynek, ciekawość czy przyjemność schodzą na dalszy plan.
Pojawia się charakterystyczne:
„Muszę” zamiast „chcę”.
Czasem dopiero wolny wieczór, weekend albo urlop pokazuje skalę przeciążenia. Kiedy znika lista zadań, zamiast ulgi pojawia się pustka, niepokój albo trudność w odpowiedzeniu sobie na proste pytanie:
„Na co właściwie mam ochotę?”
Odcięcie od emocji również może pełnić funkcję ochronną
Emocje nie są przeszkodą w prawidłowym funkcjonowaniu. Są ważnym systemem informacji o naszych potrzebach, granicach, relacjach i doświadczeniach.
Jednak kiedy napięcie trwa długo albo pewne emocje są odbierane jako zbyt trudne, człowiek może nauczyć się ograniczać kontakt z nimi.
Problem polega na tym, że trudno selektywnie „wyłączyć” wyłącznie ból.
Wraz ze zmniejszeniem dostępu do smutku, złości czy lęku może osłabnąć również zdolność do przeżywania radości, zaciekawienia, bliskości i satysfakcji.
Wtedy życie może stać się emocjonalnie płaskie.
Nie jest bardzo źle.
Ale właściwie nigdy nie jest też naprawdę dobrze.
Nadmierna samowystarczalność może mieć swoją cenę
Szczególnie interesującym zjawiskiem jest sytuacja, w której odpowiedzią na przeciążenie staje się jeszcze większa kontrola.
„Poradzę sobie.”
„Nie będę nikogo obciążać.”
„Muszę tylko przetrwać ten tydzień.”
„Jak skończę ten projekt, odpocznę.”
„Jeszcze tylko to.”
Taki sposób funkcjonowania może przez długi czas przynosić korzyści. Pozwala wykonywać obowiązki i zachowywać poczucie sprawczości.
Jeżeli jednak staje się jedyną dostępną strategią, człowiek może coraz lepiej radzić sobie z zadaniami i jednocześnie coraz gorzej rozpoznawać samego siebie.
Czasami pytanie nie brzmi: „Czy sobie radzę?”
Być może warto zadać inne:
Ile kosztuje mnie to, że sobie radzę?
Czy po całym dniu zostaje jeszcze przestrzeń na kontakt z drugim człowiekiem?
Czy potrafię odpocząć bez poczucia winy?
Czy coś mnie naprawdę cieszy?
Czy podejmuję decyzje dlatego, że czegoś chcę, czy głównie dlatego, że coś trzeba?
Czy potrafię zauważyć zmęczenie, zanim organizm zmusi mnie do zatrzymania?
I wreszcie:
czy jestem obecna/y we własnym życiu, czy przede wszystkim sprawnie nim zarządzam?
Psychoterapia nie musi zaczynać się dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje funkcjonować.
Czasami zaczyna się właśnie w momencie, w którym z zewnątrz wszystko nadal działa – ale wewnętrznie coraz trudniej odnaleźć siebie.
Bo zdrowie psychiczne to nie tylko zdolność do wykonywania obowiązków.
To również zdolność do odczuwania, tworzenia relacji, odpoczywania, przeżywania przyjemności, rozpoznawania własnych granic i pozostawania w kontakcie ze sobą.
Czasem pierwszym sygnałem przeciążenia nie jest to, że przestajemy sobie radzić. Jest nim to, że radzenie sobie staje się jedynym sposobem, w jaki potrafimy żyć.




